niedziela, 16 marca 2014

PROLOG:

Włącz: http://www.youtube.com/watch?v=FOjdXSrtUxA

  Rzucam telefon na łóżko. Właśnie rozmawiałam z moją jedyną prawdziwą przyjaciółką-Jane. Poznałyśmy się w przedszkolu, ale nasza przyjaźń zaczęła się kiedy trafiłyśmy do tej samej klasy gimnazjalnej. Teraz mamy już po 18 lat, a dokładniej to Jane tyle właśnie dzisiaj kończy. Postanowiłyśmy zaszaleć i wybieramy się do klubu. Nie chodzę w takie miejsca. Moim rodzicom nie do końca to pasuje. Ja zresztą też nigdy nie przepadałam za imprezami, ale czego się nie robi dla przyjaciółki... Jej rodzice wyjechali na dwa dni do babci , więc Jane w końcu zaszaleje. Zbliżała się po woli 3 p.m. czyli mam jeszcze godzinę zanim przyjdzie blondynka. Sięgnęłam po telefon i włączyłam na maksa moją ulubioną piosenkę a mianowicie  „Imagine Dragons – Radioactive”. No dobra, czas ogarnąć ten chlew. Powoli zgramoliłam się z łóżka i zaczęłam segregować, układać, wkładać do szafy porozrzucane ciuchy po całym pokoju. Na ogół w moim pokoju jest porządek, ale tyle razy się już dzisiaj przebierałam, że z trudem dokopuję się do czystej podłogi. Po długich namysłach wybrałam na dziś zwykłą małą czarną. Klasycznie i młodzieżowo. Idealnie wstrzelone w mój gust.
-Natashy!-Słyszę z dołu. To mama.
-Hm?-Wychylam głowę zza drzwi.
-O której będziesz?-Pyta. Wywracam oczami.
-Maaamo... to OSIEMNASTE urodziny Jane. Daj nam zaszaleć-Narzekam.
- Kochanie wiesz ,że nie podoba mi się to - jak zwykle moja rodzicielka zaczęła mi truć - dobrze wiesz jak takie imprezy się kończą! - do moich uszu doszedł ostry głos mamy.
- Mamo, proszę cię, wiem przecież. Zaufaj mi choć raz.
- Masz być o północy i ani minuty więcej !
- Mamo miałam nocować u Jane !
- Kochanie ...
- Obiecałaś .
- Tak wiem ale wtedy jeszcze nic nie wiedziałam o imprezie - kobieta nie mówiła już podniesionym głosem lecz wciąż można było wyczuć niezadowolenie.
- Obiecuję ,że o północy będziemy już u Jane , zadzwonię do was albo wy do mnie proszę .-Mama mierzy mnie chwilę wzrokiem i w końcu unosi brwi.
-Zadzwonię o pierwszej.-Uśmiecha się promiennie. Wiedziałam, że ją złamię. Cmokam ją w rumiany policzek.
-Uoou, mamo, szalejesz.-Chichocze Alex, który właśnie wszedł do kuchni, gdzie przeniosła się nasza rozmowa. Alex...hmmm. Ten całkiem przystojny, 20-sto letni brunet to mój kochany braciszek. Kochany jest dopiero od jakichś 3 lat. Wtedy przestaliśmy regularnie się kłócić o byle co. Alex ma wszystko to co powinien mieć starszy brat. Ciemny pokój, do którego rzadko ktoś zagląda, piękną dziewczynę, Laurę, którą strasznie lubię i oczywiście więcej przyzwoleń. Może powinnam się zastanawiać dlaczego godzi się na te bezsensowne zakazy i obowiązki, zamiast się wyprowadzić i założyć rodzinę z Laurą. Ale nie muszę, bo wiem. Kiedy rodzice rozstali się 2 lata temu, obiecał, że nas nie zostawi. Póki co, słowa dotrzymuje. Na szczęście. Kiedy wyobrażam sobie, że miałabym mieszkać tu bez Alex`a...To jest po prostu niemożliwe.-Uważaj na siebie, mała.-Alex cmoka mnie w czoło, a ja daję mu kuksańca w bok. Typowe.
-Aleeee ty jesteś zabaaawny.-Wywracam oczami.
-Oj Naty...-Uśmiecha się. Wie, że wkurza mnie jak mówi na mnie "Naty".Ale ja odpłacam mu się pięknym za nadobne.
-Spoko, AL. Bo wiesz, że nas podwozisz?-Mina momentalnie mu rzednie. Są dwa powody. Po pierwsze: Nazwałam go Al, a nienawidzi tego (kojarzy mu się ze staruszkiem). Po drugie: zapomniał, że obiecał nam podwózkę. No ale ups. Sam to zaproponował.
-Alex, a może odwieziesz je potem do Jane?-Wtrąca cicho mama. Oczy chłopaka o mało nie wyskakują z orbit.
-Mamo!-Krzyczy.-Jestem umówiony.-Marudzi. Mamka wzdycha głęboko.
-No tak...I pewnie nie wrócisz na noc...też.-Duka. O nie... bierze go na litość.
-No dobra!-Odpuszcza zrezygnowany.-Odwiozę je.-Rzuca mi niechętne spojrzenie. Szczerzę się w uśmiechu. No i się odpłaciłam. Z uśmiechem powędrowałam do mojego pokoju. Szybkim krokiem podeszłam do szafy i wyjęłam z dna czarną skórzaną kurtkę i czerwoną koronkową sukienkę. Spakowałam całość w pudełko ozdobne i nakleiłam na środek wielką kokardę. Do przyjścia blondynki zostało jakieś 15 minut ale znając ją przyjdzie wcześniej.

*

Głośna muzyka rozsadza mi czaszkę. Szukam wzrokiem mojej przyjaciółki. Tańczy w rogu sali z jakimś
kolesiem. Nawet przystojnym. Muszę stąd wyjść, ale nie będę jej przeszkadzała. W końcu to jej urodziny. Niech się zabawi.
Zdyszana wychodzę z klubu. Ufff... od razu lepiej. Rozglądam się. Po lewej ciągnie się długa kolejka ludzi, którzy chcą wejść do klubu. Z drugiej strony jest grupka chłopaków. Pięciu. Rozmawiają ze sobą. Nie. Czwórka z nich rozmawia, a piąty rozgląda się, tak jak ja. Nasze oczy na chwilę się spotykają. Uśmiechamy się i odwracamy wzrok.
Nie wiem kim są ci chłopacy, ale widzę ich pierwszy raz w życiu. Fakt, Boston to duże miasto. Ale nie ruszyłyśmy się z naszej dzielnicy, a tu rzadko pojawia się ktoś nowy.
Ból głowy minął. To dobrze, bo powinnyśmy trzymać się razem, a teraz mogę wrócić do klubu. Podchodzę do wejścia.
-Gdzie?-Szorstko pyta facet z bramki. Uhhh... dlaczego oni zawsze są tacy wysocy i wyglądają jak kulturyści z wieloletnim stażem? W dodatku połowa z nich to murzyni. No i zazwyczaj ubrani są w czarne garnitury...ale po co im okulary przeciwsłoneczne w nocy? Nigdy tego nie odgadnę. Wracając do "mojego" rozmówcy, nie różni się on kompletnie niczym od innych kolegów po fachu.
-Chciałam wejść...Wyszłam tylko na chwilę.-Dukam nieskładnie. Czuję się zażenowana. Właściwe...jakbym tłumaczyła się rodzicom. Dokładnie tak się czuję.
-Nie ma wejścia. Wyszłaś, trudno.-Odpowiada tym samym basowym i dudniącym głosem.
-Ale... tam jest moja przyjaciółka...-Próbuję zaoponować, ale nie wiele mi to pomaga. "Goryl" uniemożliwia mi wejście.
-Hej, Trevor.-Słyszę za plecami. Murzyn uśmiech się szeroko i otwiera bramkę. Za mną stoi tamta piątka chłopaków. Ciemny blondyn, który wcześniej się na mnie patrzył, zatrzymuje się na chwilę przy mnie.
-Co jest?-Pyta.
-Nie mogę wejść...-Marudzę.
-Żaden problem.-Uśmiecha się.-Jestem Cody.
-Natashy.-Odwzajemniam uśmiech.
-Trev, ta pani jest z nami.-Mówi mój nowy znajomy do bramkarza. Ten kłania mi się lekko i po chwili znowu jestem w zatłoczonym klubie.-Szukasz kogoś?
-Przyjaciółki...-Mówię, szukając Jane wzrokiem. Nie ma jej w tamtym rogu, gdzie ją zostawiłam.-Ale jej nie wiedzę.
-Pomogę ci.-Oferuje z błyskiem w oku i takim zapałem, że nie sposób mu odmówić.
Opisuję chłopakowi moją przyjaciółkę. Po piętnastu minutach przetrząsania klubu czuję, że dzwoni mi telefon. To ona! Wybiegam z klubu i odbieram.
-Jane?! Gdzie ty jesteś?!-Krzyczę do aparatu. Zamiast odpowiedzi słyszę jakieś przyciszone pomruki. Cody, który właśnie dobiegł, patrzy na mnie wyczekująco.
-Co mówi?-Pyta szeptem.
-Nic. Słuchaj.-Przełączam na tryb głośnomówiący.
-Nie.-Rozlega się zdecydowany głos Jane. Ktoś, kto jest z nią prycha.
-Ja nie pytam.-Mówi męski głos.-Ja informuję.
-A JA się nie zgadzam.-Protestuje trochę głośniej i bardziej stanowczo Jane. Słyszę też w jej głosie nutkę strachu. Ja i Cody patrzymy na siebie z przerażeniem. Z telefonu dobiega wołanie o pomoc.
-Jane!-Krzyczę zrozpaczona, w nadziei, że usłyszy.
-Chodź.-Ciągnie mnie za rękę Cody. Wracamy do klubu, on zabiera swoich ... znajomych (do których dołączyły trzy dziewczyny, a ubyło dwóch chłopaków). Tłumaczy im coś w pośpiechu, a ja nasłuchuję krzyków z telefonu. Słyszę, jak Jane broni się rękami i nogami. Broni się przed gwałtem.



_________________________________________________________________________

Heej , nazywamy się : Patrycja , Magda i będziemy prowadziły tego bloga . No więc póki co to mamy prolog ^^ . Nie długo ukażę się zwiastun , który zrobiła dla nas Kamila . Za co jej bardzo dziękujemy <3 .Rozdziały będziemy starały się dodawać regularnie . Liczymy bardzo na wasze komentarze , opnie itp. To by było chyba a tyle , papa :* 
Ps za wszelkie błędy bardzo przepraszamy :)
                                                                                                                   Pati i Magda <3